O mnie

20 lat na rynku,
na którym prawda jest towarem deficytowym.

Jestem brokerem jachtów motorowych. Pracuję z Monako, po stronie kupującego — i mówię publicznie rzeczy, które w tej branży zwykle zostają za zamkniętymi drzwiami.

Tomasz Wrzesiński — broker jachtów motorowych, Monako

Kim jestem

Od dwudziestu lat zajmuję się sprzedażą luksusowych jachtów motorowych. Przez ten czas byłem po obu stronach stołu: widziałem, jak wygląda transakcja od strony sprzedającego, i wiem dokładnie, w którym momencie kupujący traci najwięcej pieniędzy — najczęściej nie wtedy, kiedy myśli.

Dziś pracuję jako niezależny broker. To nie jest kosmetyczna różnica. Nie reprezentuję żadnej stoczni, nie mam narzuconego portfolio marek i nie zarabiam na tym, żeby przekonać Cię akurat do tego modelu, który stoi na placu. Reprezentuję kupującego — i tylko jego interes.

Dlaczego Monako

Bo tam ten rynek naprawdę żyje. Monako to nie pocztówka — to miejsce, gdzie realnie zawiera się transakcje, gdzie stoją jachty, o których się mówi, i gdzie widać ceny transakcyjne, a nie katalogowe. Pracując stąd, mam dostęp do informacji, które do folderów reklamowych nigdy nie trafiają.

Skąd wzięły się kanały na YouTube

Z prostej obserwacji: ludzie kupujący jacht za miliony euro podejmowali decyzje na podstawie materiałów przygotowanych przez sprzedających. Cała dostępna „wiedza" była marketingiem stoczni. Nikt nie mówił o kosztach po zakupie, o realnej utracie wartości, o tym, które rozwiązania techniczne okazują się problemem dopiero po trzech sezonach.

Zacząłem to nagrywać. Dziś na dwóch kanałach — angielskim i polskim — jest łącznie 354 filmy i blisko 7 tysięcy subskrybentów. To nie są przypadkowi widzowie: to ludzie, którzy jacht kupują albo są o krok od tej decyzji.

Jeśli mówię o jachcie tylko dobre rzeczy, to znaczy, że ktoś mi za to zapłacił. Dlatego nie biorę pieniędzy za opinie.

Jak pracuję

Niezależność ma swoją cenę

Mówienie prawdy o produktach, które ktoś sprzedaje za duże pieniądze, nie zjednuje przyjaciół w branży. Zdarzało się, że kosztowało mnie to relacje, kontrakty i sporo nerwów. Uznałem, że to uczciwa cena — bo w momencie, w którym zacznę chwalić wszystko po kolei, moja opinia przestaje być cokolwiek warta. Również dla Ciebie.